Właściciel jednej z posesji przy ul. Łukowskiej w Międzyrzecu Podlaskim prowadzi hodowlę krów. Kilkadziesiąt sztuk bydła pasie się na podwórku, tuż przy płotach innych mieszkańców. Sąsiedzi skarżą się na wszechobecny fetor oraz skandaliczne warunki, w których żyją zwierzęta. Sprawą od dłuższego czasu zajmuje się Urząd Miasta, jednak jak na razie bez rezultatów.

Krowy nieustannie przebywają w błocie i odchodach, których właściciel nie sprząta. Mieszkańcy sąsiednich posesji nie mogą otwierać okien, bo smród natychmiast dostaje się do domów. Boją się także, że warunki panujące w hodowli podczas upałów mogą stać się źródłem chorób. Władze miasta zajmują się tym problemem już od 2016 roku, jednak do tej pory niczego nie udało im się zdziałać. Burmistrz Międzyrzeca, Zbigniew Kot tłumaczy, że mężczyzna prowadzący hodowlę nie reaguje na żadne interwencje. O sprawie powiadomiono nadzór budowlany i inspekcję weterynaryjną, jednak sytuacja zwierząt się nie zmieniła.

Postępowanie dotyczące krów rozpoczęło się po tym, gdy jedna z nich padła i przez wiele dni leżała na podwórku w gnoju i błocie. Innym razem właściciel został ukarany za bezprawne wypasanie bydła na drodze gminnej. Poza tym władze niczego nie wskórały. Skargi składane przez sąsiadów kończą się wezwaniami mężczyzny do urzędu. Burmistrz przyznaje, że problem mogłoby rozwiązać wypłacenie odszkodowania za zamknięcie lub przeniesienie hodowli. Miasto nie ma na to jednak pieniędzy.

W sprawie interweniowali strażnicy miejscy, lecz ani razu nie zostali wpuszczeni na posesję. Właściciel hodowli nie stawił się również w siedzibie straży po otrzymaniu wezwania. Niedawno działania rozpoczęła policja, a na wniosek burmistrza 9 czerwca hodowlę skontrolować ma Państwowy Inspektorat Sanitarny w Białej Podlaskiej. Jak informują sąsiedzi, na początku czerwca mężczyzna zaczął wywozić krowy z podwórka. Być może ich uciążliwy problem wreszcie się rozwiąże.