Ten artykuł nie będzie o Subaru Imprezie, Hondzie Integrze, Maździe RX7, Nissanie Skylinie ani żadnym tego typu pojeździe. Prezentowany dzisiaj samochód bije na głowę je wszystkie razem wzięte. Przedstawiamy najbardziej japoński samochód na świecie.

Oto Subaru Libero. Samochód piękny w swojej brzydocie. Na ponad 4,5m2 powierzchni mieści 6 miejsc, stolik dla 4 osób, łóżko dla 2, albo całkiem sporą przestrzeń ładunkową. To nie koniec. Japońskie autko posiada stały napęd na tylną oś i możliwość ręcznego włączenia napędu na cztery koła. Jakby tego było mało, jednostka napędowa pochodząca z Subaru Justy ukryta jest… z tyłu, pod podłogą pojazdu. Jest nią trzycylindrowy, rzędowy motor o pojemności 1190 cm3 i mocy 54 KM. Silnik umieszczony jest w pozycji leżącej, a dostać się do niego można… opuszczając tylny zderzak (sic!).

Model ten, znany także jako Subaru Sumo, na rynku krajowym nazywał się Domingo, a w Szwecji sprzedawany był pod nazwą Columbuss. Jego bliźniaczą konstrukcją jest Subaru Sambar.

Jak widzimy ten wóz to stan umysłu. Bardzo japoński stan umysłu. Kupując go, dostajemy samochód rodzinny, dostawczy i terenowy w jednym. Nietypowe wymiary samochodu tj. szerokość jedynie 1415 mm przy wysokości 1925 mm, a także długość 3525 mm sprawiają, że nadwozie wygląda nietypowo na europejskich ulicach. Za to w Japonii doskonale sprawdza się w ciasnych uliczkach małych, prowincjonalnych miasteczek.

Za sprawą obrotowych przednich foteli oraz oparć tylnych kanap kładących się w obie strony, wnętrze można aranżować na różne sposoby. Po położeniu oparć do tyłu, do dyspozycji mamy pełnowymiarowe łóżko, po położeniu ich do przodu przestrzeń ładunkową, po położeniu do przodu środkowej kanapy i obróceniu o 180 ° przednich foteli otrzymujemy salon ze stolikiem. Sposób, w jaki zostały zaprojektowane mechanizmy siedzeń pozwalające nam na tak zaawansowane kombinacje, bez wątpienia zasługuje na najwyższy podziw.

Postawnemu Europejczykowi może być ciężko zająć pozycję za kierownicą. Klaustrofobiczna budowa tego auta w połączeniu z moim wzrostem sprawiały, że przy ulewnych opadach deszczu, kiedy wycieraczki pracowały na najwyższej prędkości, zdarzało mi się przypadkowo wyłączyć je kolanem.

Używanie wycieraczek jest w tym aucie zasadne przy naprawdę poważnych opadach. Przednia szyba jest tu poprowadzona niemal pionowo, więc przy niezbyt intensywnych opadach większość deszczu pada przed samochodem, a nie na szybę. Nie zaobserwowałem takiego zjawiska w żadnym innym samochodzie. Jest to pewien mały, aczkolwiek warty opisania plus Libero.

WIDOCZNOŚĆ JAZDY

Kiedy już zasiądziemy za sterami „Liberatora”, stwierdzimy, że siedzi się wysoko jak w autokarze przez co widoczność do przodu jest świetna. Po odpaleniu słychać wolną, odrobinę buczącą i lekko klekoczącą pracę trzycylindrowej jednostki. Kiedy ruszymy, możemy przez chwilę zwątpić we własne bezpieczeństwo, zwłaszcza kiedy uświadomimy sobie, że jedziemy na samym przodzie samochodu, przód kończy się na czołowej szybie, a silnik, skrzynia biegów lub cokolwiek co mogłoby nas ochronić w razie zderzenia znajduje się z tyłu pojazdu. Chyba nie trzeba dodawać, że Libero nie jest wyposażone w żadne systemy bezpieczeństwa, nie licząc pasów bezpieczeństwa.

Podczas jazdy ma się wrażenie, że siedzi się na przednim zderzaku konwencjonalnego samochodu, podczas gdy cały ten samochód jedzie w zasadzie za nami. Kiedy jednak przejedziemy kilkadziesiąt kilometrów, zastany stan rzeczy staje się dla nas normalny. Cieszymy się z wyższej pozycji za kierownicą, czujemy jakbyśmy kierowali dostawczakiem lub nawet autokarem. Auto ma znaczny zwis przedni (940 mm), który (podobnie jak w autokarze) wyraźnie nurkuje przy hamowaniu i huśta się na wybojach. Nieco problemów może przysporzyć brak wspomagania, który bywa dokuczliwy przy parkowaniu, zwłaszcza, że kierownica znajduje się pod nietypowym kątem, znanym raczej ze starych autobusów i ciężarówek, a nie samochodów osobowych.

Niestety nie było nam dane przejechać się tym busikiem z pełnym kompletem pasażerów, więc nie wiemy jak pięćdziesięcioczterokonny motor radzi sobie z obciążeniem. Za to z jedną osobą na pokładzie silnik jest żwawy, chętny do jazdy, zaskakująco ochoczo reaguje na gaz. Udało nam się rozpędzić japoński wynalazek do 120 km/h i wykazywał on chęci, żeby nadal nabierać prędkości.

Ze względu na niską masę własną, napęd na cztery koła oraz konstrukcję bazującą na ramie, samochód cechuje się dużą dzielnością terenową. Bez problemu pokonuje piaszczyste podłoże, wielkie i głębokie kałuże, a także, dzięki umieszczonemu nisko środkowi ciężkości, doskonale radzi sobie z nierównym i pochyłym terenem. Niedzielny wypad na rzadko uczęszczaną leśną drogę nie będzie stanowić problemu, a na pewno dostarczy nam dużo frajdy. Nieutwardzony dojazd do domu lub pracy to dla naszego Japończyka kolokwialna pestka.

REAKACJE

Najciekawszym aspektem użytkowania tego kei-vana są reakcje innych. Ludzie przepuszczani na przejściu dla pieszych przyglądają się nam jakby zobaczyli UFO. Kiedy stoimy na jakimś parkingu, przypadkowe osoby podchodzą, żeby porozmawiać o samochodzie, gdyż nie znają takiego modelu. Rozmową zaszczycił nas nawet pewien obywatel Kazachstanu. Przeważnie  Liberator porównywany jest do pojazdu Daewoo Damas, jednak nie znaleźliśmy żadnych informacji wykazujących jakikolwiek związek między tymi autami. Z racji nietuzinkowego wyglądu i swojej unikalności, jeżdżąc Subaru Libero nie mieliśmy najmniejszego problemu z wjazdem na różnego rodzaju motoryzacyjne imprezy skupiające entuzjastów motoryzacji. Społeczny wydźwięk tego japońskiego vana jest niezwykle pozytywny.

Minusem jest bez wątpienia niezwykle ograniczona na polskim rynku dostępność części. W czasie naszego testu posłuszeństwa odmówiła pompa oleju. Sprowadzenie zamiennika z zagranicy trwało kilka tygodni! Brakuje również fachowej literatury w naszym ojczystym języku, gdyż model ten nie był oferowany na polskim rynku z wyjątkiem epizodycznych 15 sztuk sprzedanych przez polskiego dealera. Brak potrzebnych publikacji przekłada się na wąskie grono mechaników podejmujących się ewentualnych napraw.

Reasumując: Subaru Libero to samochód, którego zabrakło w ofercie rodzimego dealera Subaru, przez co jest unikatowy na naszych drogach. Stanowi on wzorowe połączenie minivana, furgonetki i pojazdu terenowego. Nie sposób przejść obok niego obojętnie z racji oryginalnego wyglądu. Pierwszy kontakt jest trudny, ale kiedy się do niego przyzwyczaimy z pewnością nas zauroczy. Samochód jest bardzo ciepło przyjmowany przez społeczeństwo naszego regionu, a także przez organizatorów imprez motoryzacyjnych. Odpowiednio eksploatowany odwdzięczy się niezapomnianą radością z jazdy. Warto kupić go dla jednego lub kilku wyżej wymienionych powodów. Mimo niewielkiej dostępności części i potencjalnych problemów z tego tytułu, jest autkiem, które cieszy i sprawia, że nasze życie staje się przyjemniejszym, więc kiedy je kupimy, prawdopodobnie już nigdy nie będziemy chcieli się z nim rozstawać.

Fot. Tomasz Łukaszuk

chevron-right chevron-left