W sierpniu politycy i Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa świętowali wynik Pride of Poland w Janowie Podlaskim, bo wszystkie 16 wystawionych koni znalazło nabywców. Dwa miesiące później ten obraz mocno się kruszy: pięć klaczy nadal czeka na płatność, choć regulamin aukcji przewiduje co do zasady 14 dni na zapłatę.
Tuż po aukcji oficjalny przekaz był jednoznaczny. KOWR informował, że 16 koni sprzedano za łącznie 1 mln euro, a minister rolnictwa Stefan Krajewski mówił, że obietnice stały się faktem i że państwowa hodowla odzyskuje właściwą rangę. PSL przedstawiało wynik jako dowód naprawienia błędów poprzedników. Problem w tym, że wylicytowana kwota nie jest jeszcze pieniędzmi na koncie stadniny.
Jak ustaliła Rzeczpospolita, z Janowa Podlaskiego nie odebrano Efidenii i Peralli, a z Michałowa Escadrilli, Wiosennej Miłości i Poganinki. Ta ostatnia była drugim najdroższym koniem aukcji – nabywca z Iraku wylicytował ją za 140 tys. euro. Efidenia miała kosztować 70 tys. euro. Dwa inne konie, Escadrillę i Perallę, wylicytował ten sam kupujący z Łotwy.
Skala ma znaczenie. Według wyliczenia Rzeczpospolitej, jeśli żadna z pięciu klaczy nie zostałaby ostatecznie opłacona, zamiast 16 sprzedanych koni do klientów trafiłoby 11, a wartość aukcji spadłaby z około 1,01 mln euro do 705 tys. euro. To pokazuje, jak przedwczesne było polityczne ogłaszanie sukcesu zanim transakcje zostały faktycznie rozliczone.
Regulamin Pride of Poland stanowi, że kupujący ma zapłacić w ciągu 14 dni od transakcji, chyba że strony ustalą inny termin w umowie. Przewiduje też odsetki przy opóźnieniu. Stadnina Koni Michałów przekazała Rzeczpospolitej, że wobec braku wpływu pieniędzy konie nie zostały wydane, a umów z kontrahentami nie rozwiązano. Stadnina tłumaczy opóźnienia m.in. koniecznością zasuszenia dwóch klaczy po wyźrebieniu oraz problemami technicznymi jednego z kupujących z realizacją przelewu.
Przedstawiciele hodowli uspokajają, że część zagranicznych klientów płaci później i że kontakt z kupującymi jest utrzymywany. Zupełnie inaczej ocenia sprawę Hanna Sztuka z Pure Polish Society. Jej zdaniem tak długie oczekiwanie jest sprzeczne z regulaminem, a problemem mogło być dopuszczenie do licytacji kupujących, których wiarygodność nie została dostatecznie sprawdzona.
Ta historia jest dla obecnej władzy szczególnie niewygodna, bo sukces Pride of Poland został wykorzystany nie tylko jako wynik handlowy, lecz także jako polityczny dowód na uzdrowienie państwowych stadnin. Fakty są dziś znacznie mniej efektowne niż sierpniowe komunikaty: pięć koni wciąż czeka na zapłatę, a ostateczny wynik aukcji nie jest jeszcze przesądzony. Przy majątku należącym do państwa liczy się nie kwota wywołana pod młotkiem, lecz transakcja doprowadzona do końca.











Bądź pierwszym który zostawi komentarz.