Koniec lat 90. XX wieku to dla Fiata ciężki okres. Problemy finansowe, fałszowanie ksiąg i uchylanie się przed płaceniem podatków ciągnęły firmę na dno. Mało brakowało, a włoski koncern skończyłby tak, jak kilka lat później koreańskie Daewoo. Przed bankructwem Włochów uratowały nowe modele i szeroko zakrojona kampania marketingowa.

Fiat Palio pierwszej generacji debiutował w 1996 roku zastępując poczciwe Uno. Był produkowany m.in. w zakład w Bielsku-Białej przez grupę Fiat Auto Poland. Druga generacja modelu została zaprojektowana przez włoskiego stylistę Giorgetto Giugiaro. Efekt po raz pierwszy został zaprezentowany na targach Sao Paulo Motor Show w 2000 roku.

Testowana przez nas „dwójka” w odmianie kombi, według tradycyjnego nazewnictwa Fiata nazwana Palio Weekend występowała w kilku wersjach silnikowych. Paleta silników benzynowych składa się z kilku odmian silnika 1.2 oraz jednego 1.6 o mocy 100 KM. Model oferowany był też z dobrze znanym włoskim dieslem 1.9 JTD. W naszym egzemplarzu zainstalowano benzynowy, szesnastozaworowy 1.2 typu FIRE o mocy 80 KM (sic!). Jest to najmocniejsza odmiana tej jednostki oferowana w Palio Weekend. Prędkość maksymalna w tej konfiguracji wynosi (przynajmniej według danych producenta) 168 km/h, a przyśpieszenie od zera do setki niewiele ponad 13 sekund. Spalanie powinno wynosić około 7l/100km.

Nadwozie od poprzedniej generacji różni się głównie zmienionymi przednimi i tylnymi światłami, pasem przednim oraz nieznacznie klapą bagażnika.

Nasze Palio wyposażone jest we wspomaganie kierownicy, jedną poduszkę powietrzną kierowcy, relingi oraz immobiliser.

Pojemność bagażnika tego kombi przy rozłożonych siedzeniach jest praktycznie identyczna co w Peugeocie 306 sedanie i wynosi 460 litrów. Po złożeniu siedzeń wzrasta do 1540L.

Silnik i osiągi to jedyna zaleta tego samochodu. Fabryka pożałowała Weekendom zabezpieczenia antykorozyjnego, więc rdza to dziś największa zmora właścicieli. Prowadzenie, pozycja za kierownicą, komfort pozostawiają wiele do życzenia. W porównaniu z Peugeotem 306, którego miałem okazję testować tydzień temu, Fiat wypada gorzej. Nie ma się co dziwić, gdyż wspomniany przeze mnie francuski pojazd jest o segment wyżej w stosunku do Palio. Długa jazda nie jest przeżyciem, które wspomina się z łezką w oku. Wysoka osoba będzie narzekać na trzymanie głowy przy samej podsufitce, a kierownica będzie dziwnie nisko w porównaniu z innymi samochodami. Wpłynie to na to, iż po jakimś czasie zaczniemy się garbić, ażeby koło kierownicy nie zasłaniało zegarów, plecy przestaną przylegać do oparcia, a później nas rozbolą. Auto podczas prowadzenia sprawia wrażenie wyższego i węższego niż jest w rzeczywistości. W zakrętach prowadzi się nieprecyzyjnie, a czasami nawet niestabilnie. Malutki i wyżyłowany silnik rodziny FIRE, zamiast standardowego odgłosu pracy, wydaje dźwięk podobny bardziej do odkurzacza niż samochodu. Wątpię czy ktoś może odczuwać radość z jazdy Fiatem Palio Weekend. Jest to raczej samochód do przemieszczania się wraz z ewentualnym ładunkiem z punktu A do punktu B.

Podsumujmy. Rok, z którego pochodzi nasz egzemplarz (2002) przyniósł Fiatowi stratę w wysokości 1 500 000 000 euro. Wpłynęło to znacząco na jakość i specyfikę produkowanych wówczas samochodów. Fiat Palio Weekend to po prostu Fiat Palio w wersji kombi. Idealnie nadaje się dla kogoś, komu potrzebny jest samochód do wożenia ładunków. Przyjemności z jazdy raczej w nim nie uświadczymy, ale silnik typu FIRE (Fully Integrated Robotised Engine) pomimo małej pojemności zapewni dostatek mocy przy zadowalającym, niezbyt dużym spalaniu. Pojemność bagażnika sprawia, że Palio Weekend jest w stanie nawiązać konkurencję z pojazdami z następnego segmentu (Volkswagen Golf, Peugeot 306). Palio miały problem z korozją, ale uchodziły za bezawaryjne samochody. Koszty zakupu i eksploatacji nie powinny być duże. Fiat Palio Weekend nie rozpieszcza, ale jako pojazd np. dla drobnego przedsiębiorcy sprawdzi się doskonale.